Mroźna noc w starej górskiej chacie

0
165

Szacowany czas czytania: 11 minut

Mroźna noc w starej górskiej chacie…

Czy nocowaliście kiedyś w tego typu obiekcie?

Chaty i szałasy górskie lub bardziej pasterskie służyły niegdyś jako schronienie dla pasterzy. Pasterze wypasali swoje owce, bydło na pastwiskach, polanach, łąkach i halach górskich, przylegających do bacówek.

Chata pasterska, koliba, bacówka, szałas…

Chaty takie zwane również bacówkami, szałasami lub kolebami (kolibami) zazwyczaj niewielki drewniany budynek pasterski w polskich Karpatach. Budowane na halach pasterskich. W szałasie przez kilka miesięcy w roku, w czasie wypasu, przebywał baca wraz z juhasami. Bacówka nie pełniła jedynie schronienia przed złą pogodą.Były to miejsca, które służyły pasterzom do przerabiania mleka owczego na ser (bundz, klagany), serwatkę (żętycę) czy też wędzone oscypki. To tak pokrótce skąd się wzięły i jakie pełniły główne zadania.

Wiele takich obiektów, nie przetrwało do dzisiejszych czasów. Faktem było to też, że w różnych regionach, różnie podchodzono do budowy takich obiektów, przez co trwałość ich pozostawiała wiele do życzenia, ale jeśli pasterz wiedział, że nie będzie długo przebywał w danym miejscu nie budował nic trwałego a jedynie coś aby przy złej pogodzie dawało mu dach nad głową i chwilowe, na kilkudniowy odpoczynek schronienie, a następnie ruszali dalej w poszukiwaniu kolejnych bogatych w roślinność pastwisk. Takie mało trwałe szałasy były stawiane z gałęzi choiny oparte o dwa skośne płotki. Były to bardzo prymitywne i prowizoryczne schronienia, ale też nie pochłaniające wiele energii do ich zrobienia.

O budowie chaty

Chata którą odwiedziłem jest to już dosyć solidna konstrukcja jedno izbowa, ustawiona na fundamencie z kamienia. Budowa zrębowa z pali drewnianych, ciosanych. elementy pod szczytowe obijane cieńszymi palami ustawionymi na pionowo. Pomiędzy belkami uszczelnienie wykonane z powróseł kręconych z wysuszonego siana tzw. „gacenie”, spotyka się również uszczelnienia wykonane z mchu wymieszanym z gliną tzw. „mszenie”. Podłoga wykonana z desek, pod piecem i wokół niego z kamienia. To już wysoki standard w porównaniu z bacówkami z klepiskiem. Dach chaty wykonany jako dwuspadowy, odeskowany i pokryty już niestety papą. Tradycyjnie dach pokrywany był dranicami tj. ręcznie łupana siekierami i klinami deska z drzewa iglastego. (wymiary pojedynczej dranicy to około 9-13 szerokość, 3-5 cm grubość i długość do 3 metrów). Dachy wykonywano też w postaci gontów drewnianych tu wymagało to posiadania większych umiejętności i przede wszystkim więcej pracy… Chata posiada piec z piekarnikiem, stół z ławami i antresolę do spania. Chata wyposażona jest też w podstawowe narzędzia. Swego czasu wiem, że była akcja, która doposażała takie chatki o narzędzia. Nie wiem czy ta chatka też była objęta tą akcją.

Bacówka ta pewnie popadła by w ruinę, ale z uwagi, że jest własnością prywatną i teren do niej przylegający, przy uprzejmości właścicieli i ich środków, została wyremontowana. Naprawiona i dzięki temu obecnie pełni funkcję schronu turystycznego, który w pełni się do tego nadaje.

Miej przy sobie niezbędny ekwipunek i zdrowy rozsądek…

Co prawda mam zawsze przy sobie wszystko co jest niezbędne, aby przetrwać noc w lesie w każdych warunkach, ale jest to miłe udogodnienie, jak w miejscu w którym zamierzasz nocować jest wyposażenie.
Pamiętajcie, że wychodząc w góry, zwłaszcza zimą, posiadajcie przy sobie niezbędny ekwipunek (raczki, lub raki, rakiety) i ubiór (buty górskie, rękawiczki, czapkę). Termos z ciepła herbatą. Zostawcie informację w miejscu zamieszkania, gdzie wyruszacie i jaką trasą będziecie szli, sprawdźcie prognozę pogody. Dopasujcie trasę do swoich możliwości i kondycji. Nie zapominajcie, że zimą zmrok zapada wcześniej. Wiem, że może to banały, lecz jak wielu o tych podstawach nie pamięta, lub zapomina owładnięty euforią przygody?

Sentencja

w chacie, zima 2022, autor. Tomasz Marek Badur

Żebyś mógł się rozwinąć, musisz poszerzyć swoją strefę komfortu. A naprawdę rozwijasz się tylko wtedy, gdy znajdujesz się poza strefą komfortu.

T. Harv Eker

Czujesz że żyjesz…

Zachodzisz, jest zimno, musisz najpierw iść do lasu poszukać opału. Poszukać połamanych lub ściąć suche drzewo, pociąć je na mniejsze, porąbać, do tego dochodzi umiejętność rozpalenia ognia, nie masz ani zapalniczki, ani zapałek, ani papieru… a może po drodze mijałeś rośliny, które by ci przy tym ułatwiły, pewnie tak ale trzeba wiedzieć, które to. Rozpalasz ogień, masz już ciepło…

Woda

Możesz teraz przygotować posiłek, chwila? przecież nie mam wody, jest zima, źródło zamarznięte i co teraz? No przecież jest śnieg. Jak to śnieg? No niestety większość nawet nie włożyła by go garnka, no przecież to leżało na zewnątrz… No i co z tego? – ale większość tak zareaguje…
Nie pierwszy raz słyszałem od ludzi jak gdzieś na szlaku nabierając nawet wodę z rzeki czy źródła i ją pijąc usłyszałem:
– przecież to nie jest do picia!
w głowie często wtedy rwie mi się pytanie do tego kogoś pozostając w niej: – a do czego?,
wtedy pytam: „może ta woda w plastikowej butelce jest lepsza, którą masz ze sobą?”
– No tak!… przecież od taką wodą można się zatruć…

Tak właśnie został wypaczony ten świat… Z tej właśnie wiedzy, większość z nas została pozbawiona przez dzisiejszy nowoczesny świat…

W ramach wyjaśnienia:

Co prawda tu biwakowałem jeden dzień i korzystałem z gotowego jedzenia. Przewijający się pewnym momencie liofilizat (został w zasadzie, testowo, zjedzony, kupiony też okazjonalnie). Rzadko lub wcale nie korzystam z takich rozwiązań, jest to wygodne rozwiązanie, ale też drogie. Ja jestem też przyzwyczajony do swoich starych nawyków. Stare zasady turystycznej szkoły… Kiedy nie było niczego prócz konserw mięsnych i rybnych, jaj gotowanych na twardo oraz tego co mogłeś pozyskać w lesie… wielu o tym zapomniało goniąc za nowinkami… To co sprawdzone, staram stosować do dnia dzisiejszego i od wielu lat się to u mnie nie zmieniło…

Wracając do gotowania wody… No ze śniegu idzie to jak „krew z nosa” napełniasz garnek, ubijasz śnieg i jest pełny po brzegi, a nawet robię to z tzw. górką i wstawiam do gotowania… nabiera temperatury i z góry lodowej jest raptem 1/5 garnka wody, zatem dosypujesz znowu śnieg i znowu i znowu… po pewnym czasie masz cały garnek wody.

Jeśli nie jesteś pewien faktycznie tej wody gotujesz ją dłużej niż normalnie. Należy jednak zaznaczyć tutaj, że niektórych bakterii i zanieczyszczeń nie pozbędziesz się nawet przez wielogodzinne gotowanie… ale ja zawsze liczę że jednak zabrałem śnieg, czy wodę z możliwie czystego i bezpiecznego miejsca… Można stosować filtry…

Woda już jest teraz czas zrobić coś do jedzenia i picia, oraz zalewam termos gorącej herbaty na noc.

Sen

Zjadam wszystko, przygotowuję się do snu, porządkuje chatę, tak żeby nad ranem mieć jak najmniej do zrobienia. Wysuszone drewno wyciągam z piekarnika. Wkładam pod piec (drewno dla kolejnych gości chatki), żeby się w nocy nie zajęło ogniem.

Zabezpieczam drzwi do chaty, pakuję wstępnie plecak i kładę się spać.

Poranek

W nocy dość silny wiatr. Wstaję około 5:30, termometr pokazuje -17st. C, w chacie już mocno się wychłodziło. Mnie spało się dobrze i było mi ciepło, śpiwór puchowy załatwił sprawę. Zjadam suchy prowiant, batoniki piję herbatę przyrządzoną wieczorem. Pakuję się, ostatecznie zamiatam podłogę, zamykam chatę sznurem i zaczynam schodzić przez las jeszcze w ciemnościach. Dochodząc do szlaku jest już nieco jaśniej. Na szlaku pusto, żywej duszy… Schodzę na Rajczy i odjeżdżam pociągiem w stronę domu…

Było mi to bardzo potrzebne, to chwile w których mogę w ciszy, otoczony przyrodą spokojnie pomyśleć. Zatrzymać się i poczuć,,że naprawdę żyję…

Na szlaku, zima 2022, autor. Tomasz Marek Badur

Kilka słów na zakończenie

Odwiedzając takie miejsce musimy pamiętać, że w takim miejscu jesteśmy tylko gośćmi. Dzięki uprzejmości takich ludzi jak właściciele tego obiektu mamy gdzie i możemy odpocząć i schronić się.

Wiem, że są to kompletne podstawy dobrego wychowania, ale należy to powtarzać, może bardziej się utrwali… Pamiętajmy, że zawsze zabieramy śmieci ze sobą, nie zostawiamy ich tam po sobie. Sprzątamy ślady obecności po sobie. Takie miejsce zostawiamy po sobie co najmniej takie jak zastaliśmy lub czystsze jeśli ktoś przed nami na bałaganił, włos nam z głowy nie spadnie jeśli po nim posprzątamy, nie każdy niestety jest dobrze wychowany… Jeśli wypaliliśmy drewno, uzupełnijmy zapas, aby ktoś przychodzący po nas miał czym rozpalić. Ja niestety poza bałaganem po poprzednim odwiedzającym nie zastałem nawet kawałka drewna. Musiałem poszukać coś nieco drewna w lesie, pociąć i porąbać.
Jak paliłem w piecu włożyłem też do piekarnika świeżo przyniesionego mokrego drewna. Wysuszyłem go, pozostawiając je dla innych przychodzących po mnie.
Posprzątałem też istny bałagan na podłodze, pozamiatałem i opuszczając chatę zamknąłem ją sznurem. Przychodząc do niej nawet to nie było zrobione… czy to takie trudne aby zamknąć drzwi i je zabezpieczyć? Czy to aż tak wiele, żeby nie zrobić tego? Zastanówcie się?
Dobrze, że chata nie jest bezpośrednio przy szlaku, bo pewnie w tedy już nic by z niej nie zostało…

Chrońmy takie miejsca.

Chrońmy takie miejsca, nie niszczmy ich. To nasz azyl, to miejsce gdzie w ciszy i spokoju możemy porozmyślać. Zadumać się nad obecnym życiem, odkryć siebie na nowo. Niech takie miejsca będą dla nas dobrym wspomnieniem…

Widoków w tym odcinku za dużo nie zobaczycie. Teren jest dość silnie zadrzewiony, ale i pogoda (może nie była zła do podróżowania) ograniczała je, padał śnieg widoczność też była ograniczona… Jednak miejsce jest naprawdę magiczne i czuć ducha gór…

Tymi słowami zapraszam na kolejny materiał z tej wyprawy.

Zapraszam na film

Jeśli, znalazłeś u mnie ciekawy artykuł, który pomógł Ci w podróży. Popierasz ideę akcji, które organizuję lub popierasz to co robię, będzie mi miło, jak zostawisz mi mały napiwek. Z góry dziękuję.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj