250 km samotności na zimowym Szlaku Karpackim

2
288

Szacowany czas czytania: 17 minut

Szlak Karpacki, a właściwie niebieski szlak długodystansowy Grybów-Rzeszów. Liczący 445 km dystansu i 15 131 m podejść. Szlak rozpocząłem w Rzeszowie 6 stycznia 2021 roku o godzinie 6:44. Tym samym rozpocząłem pierwszą w historii tego szlaku, zimową samotną wędrówkę bez wsparcia z zewnątrz. Była to pierwsza udokumentowana próba zdobycia tego szlaku zimą. Jak ustaliłem i już o tym wcześniej pisałem na swoim blogu LudzieDrogi.pl, nikt wcześniej tego nie próbował. Były robione przejścia letnie (jest ich też nie wiele) na tzw. „za jednym razem”, jednak prób przejścia zimowego nie było. Zimowy plan, można streścić prosto, przejście najdzikszą częścią polskich gór. Mniej więcej szlak prowadzi wzdłuż naszej wschodniej a następnie południowej granicy wcinając się mocniej w Polskę od strony Grybowa i Rzeszowa.

Pierwsza Próba Zimowego Przejścia Szlaku Karpackiego przez Tomasza Marka Badur
Pierwsza Zimowa próba Przejścia Szlaku Karpackiego, Na plakacie zielona linia pokazuje ukończoną cześć Szlaku Karpackiego – 250 km odcinek

Cel turystyczny i charytatywny.

Oprócz celu turystycznego, pierwszego zimowego przejścia Szlaku Karpackiego, celem było też promowanie i popularyzacja tego szlaku. Szlaku, który stał się jednym z zapomnianych szlaków. Był też drugi cel – charytatywny i zarazem informacyjny, który przyświecał tej wyprawie, chodziło o nagłośnienie sprawy hospicjów dziecięcych w Polsce. Stanęło na Fundacji Podkarpackie Hospicjum dla dzieci z siedzibą w Rzeszowie. Dlaczego właśnie to hospicjum wybrałem? Pomimo, że pierwotnie myślałem o wspomożeniu śląskich hospicjów, potem o małopolskich, stanęło na podkarpackim hospicjum, a to z dwóch powodów:
– po pierwsze, szlak przebiega w większej części po Podkarpaciu i ochrzczony jest nieformalnie jako „Szlak Karpacki”;
– po drugie, i tu zaznaczam nieuwikłając to w żadną politykę. Uważam, że teren ten jest znacznie biedniejszy od pozostałej części kraju. ( zresztą z tego właśnie powodu posypała się na mnie fala hejtu w internecie, próbując wciągnąć mnie w zagrywki polityczne, co pozostawię bez komentarza )

Ile środków udało się zebrać podczas akcji?

Moja zbiórka pieniędzy przeprowadzona na Facebooku, znajdująca się pod linkiem tutaj. Przyniosła Fundacji Podkarpackie Hospicjum dla dzieci z siedzibą w Rzeszowie pomoc w kwocie 1700,00 zł. Po podliczeniu wpłaconych pieniędzy na konto bankowe z dopiskiem „Zimowy Szlak Karpacki” dało to kwotę 1155,00 zł. Co za tym idzie suma obu zbiórek dała kwotę 2855,00 zł . Nie jest to jakaś spora kwota jednak, w dobie pandemii myślę, że i tak nie jest źle. Wszystkim darczyńcom serdecznie za to dziękuję.

Cel popularyzatorski szlaku.

Tak jak wcześniej wspomniałem, cel popularyzatorski też chyba został osiągnięty. W komentarzach na blogowych socialmediach LudzieDrogi.pl, pojawiły się zapytania „techniczne” związane z przejściem tego szlaku. A nawet stwierdzenia, że ktoś zamierza również przejść ten szlak porą zimową. Więc tutaj mogę przypisać sobie popularyzację tego szlaku zimą. Na pewno w szerszym znaczeniu również zachęciłem do przejścia go przez innych. Nie koniecznie zimą, ale na pewno wiem już o jednym takim przypadku, że dałem temu dość duży impuls.

Dzwonił do mnie starszy Pan, który zobaczył mnie w telewizji. Zainteresował się tematem. Udało mu się znaleźć do mnie nawet numer telefonu. Dodzwonił się do mnie i rozmawialiśmy przez ponad 2 godziny o szlaku i panujących obecnie trendach. Wypytywał o szczegóły i trudności na trasie zwłaszcza w rejonach których nigdy nie był. Też zamierza w maju tego roku iść na szlak. Jest to naprawdę pozytywne w tej sprawie jak wiele aspektów udało mi się poruszyć.

Opis przejścia i pewne przemyślenia…

Szlak ten jest bardzo specyficzny i mocno odróżnia się od innych długodystansowych szlaków, choćby od popularnego Głównego Szlaku Beskidzkiego (GSB) czy Głównego Szlaku Sudeckiego (GSS). Niebieski szlak Grybów-Rzeszów przebiega przez rejony w których albo nie ma całkowicie infrastruktury turystycznej (baza noclegowa, gastronomia, sklepy), albo jest bardzo znikoma w postaci kilku schronów turystycznych i kilku większych miast po drodze.

Samo wyznakowanie szlaku pozostawia wiele do życzenia, choć przechodząc od strony Rzeszowa napotykałem na świeże wyznakowania jednak nadal nie jest to zrobione we właściwy sposób, często pozostawione jest też stare oznakowanie, często całkowicie inaczej przebiegające niż obecne, które może mocno wprowadzać w błąd, tak jest np.: na samym starcie szlaku gdzie w zasadzie szlak posiada wyznakowanie od „starej kropki” (wcześniejszego miejsca początku/końca szlaku, co prawda został jedynie ślad po starej kropce, ale wyznakowanie na 1,5 km trasy istnieje), jest też „nowa kropka” (do której nie dotarłem lub ją przeoczyłem, przez ten zabieg szlak „stracił” na długości około 1,5 km) idąc starym wariantem szlaku (od miejsca wskazanym na mapie poniżej), który wchodzi w zupełnie innym miejscu w teren niż faktycznie nowe wyznakowanie.

W terenie jest wiele takich miejsc które na mapie papierowej, są inaczej przedstawione, na kilku mapach elektronicznych też są inaczej poprowadzone niż jest to w rzeczywistości w terenie, tak więc nawet wgrywanie śladu do GPS`u jest tak naprawdę trasą z „grubsza” a nie faktyczną. Na temat takich niuansów przebiegu szlaku w rzeczywistości w stosunku do różnych map można by napisać jeszcze wiele i nie chcę w tym momencie zanudzać, bo nadaje się to na osobny artykuł.

Mapa zmian w terenie:

Kropka czerwona i logo, strat mojej wyprawy, czerwona przerywana linia pokazuje już historyczny przebieg szlaku, który w terenie nadal można odnaleźć i którym szedłem. 
Podkład mapy, źródło: Mapa Turystyczna , mapa-turystyczna.pl, data dostępu: 29.01.2021
Kropka czerwona i logo, strat mojej wyprawy, czerwona przerywana linia pokazuje już historyczny przebieg szlaku, który w terenie nadal można odnaleźć i którym szedłem.
Podkład mapy, źródło: Mapa Turystyczna , mapa-turystyczna.pl, data dostępu: 29.01.2021

Zaczynając szlak w Rzeszowie miałem aurę typowo późnojesienną z temperaturami w nocy blisko zera. Z uwagi, że cała wyprawa miała być bez wsparcia z zewnątrz musiałem mieć cały ekwipunek przy sobie, a więc nieść go na plecach, pomimo że zabrałem jedynie niezbędne i najpotrzebniejsze rzeczy w warunkach zimowych jednak nazbierało się ich trochę… finalnie waga plecaka z przytroczonymi rakietami i kijkami wyniosła 23 kg – to dość sporo – jednak w życiu nosiłem o wiele więcej na plecach, zwłaszcza 15-20 lat wcześniej jak człowieka nie było najzwyczajniej po prostu stać na różne „gadżety” turystyczne, które obniżały wagę ekwipunku. Muszę tutaj dodać że lubię czysty styl turystyczny, tak jak to bywało kiedyś, a nie jak to bywa dziś w sporej ilości przypadków.

Pewnie za te słowa zostanę teraz zlinczowany, ale każdy ma prawo do wyrażenia swojej opinii. „Sztuczne bicie rekordów” po przez ułatwianie sobie osiągnięcia celu, na zasadzie „depozytów ekwipunku, rzeczy osobistych i innych”, czy pomocy z zewnątrz w formie dostarczania i odbierania rzeczy osobistych lub ekwipunku po drodze przez osoby trzecie, nie wydaje mi się formułą czysto turystyczną i klasyczną naszych dziadów i ojców turystyki. Ideą czysto turystyczną, którą wyznaję to, że wszystko czego potrzebuję mam już ze sobą (ekwipunek, jedzenie), a jeśli nie mam to muszę sam to zdobyć w terenie po drodze, bez angażowania w to osób trzecich… Takie jest moje zdanie na ten temat.

Błoto stało się domeną początkowej części szlaku…

Pogórze Dynowskie

Na wstępie pojawiło się błoto. Nie było jednak źle i takiego błota mógłbym sobie życzyć na całej długości szlaku, jednak to byłby szczyt marzeń. W okolicach Grzegorzówki zaczęło się pierwsze większe błoto. Dochodząc do Jawornika błoto dość mocno dało mi popalić (błoto po kolana, spodnie brudne po uda…). Coraz słabsze miejscami oznakowanie szlaku, a nawet rzekłbym, że znakarz, który ponownie znakował tą część szlaku nie odnajdując szlaku oznaczył go do równolegle biegnącego starego szlaku (który mnie udało się akurat odnaleźć w zupełnej już ciemności). Tego dnia jeszcze czekało mnie dojście w okolicę Barzórza i tam nocleg pod namiotem.

Szlak Karpacki – Bachórz, zima 2021

Nazajutrz docierając do Dynowa i przekraczając rzekę San zaczął padać śnieg. Nie było jeszcze na tyle przymrozków aby błoto związało i stwardniało… Tam zaczął się naprawdę mocny teren. Nie dość, że błoto było wszechogarniające to jeszcze wyznakowanie szlaku w okolicy szczytu Urbańsk znikło na dobre. Do tego było coraz ciemniej, aż zapadł zmrok.

Zamiast dojść do Piątkowej (Pracówki) w godzinę z minutami to zajęło mi to 3 godziny. Z uwagi, że w pewnym miejscu musiałem już się przedzierać przez chaszcze. Chodząc od lewej do prawej w poszukiwaniu jakiejkolwiek ścieżki. Po pewnym momencie poddałem się. Zacząłem szukać ścieżek dzikich zwierząt, licząc, że wyprowadzą mnie na jakąś polanę, która miała być na trasie. Znalazłem taką. Zacząłem nią podążać, aż w końcu dotarłem na polanę. Idąc dalej wzdłuż lasu, znowu „to samo” na słupach energetycznych pojawiło się piękne świeże wyznaczenie szlaku. Szkoda, że nie było go w lesie. W tym miejscu gdzie byłem to już było oczywiste gdzie iść (chyba komuś nie za bardzo chciało się kluczyć po lesie i wyznakować to tak jak powinno… no cóż).

W Piątkowej szlak przechodzi przez małą rzekę Jawornik. Rzeka ubiegłego lata wzbierając, zabrała wszystko co było na jej drodze czyli kilka garaży (blaszaków) i dwie szopy. Tutaj pamiętajcie, że nie musicie przechodzić tak jak prowadzi szlak przez rzekę. Kawałek dalej jest mostek z którego korzystają okoliczni mieszkańcy. Ja ani nie wiedziałem, że takowy tam jest ani go o tej porze nie widziałem. Warto jednak nie moczyć dodatkowo butów i przejść przez mostek a nie rzeką. Tam miałem kolejny nocleg w namiocie. W nocy padał śnieg i temperatura zeszła poniżej -8 stopni Celsjusza.

Od Piątkowej wyznakowanie szlaku jest już dość dobre. Jednak, w kilku miejscach trzeba uważać aby nie zboczyć z trasy, szlak również na tym terenie przebiega nieco inaczej niż na mapie, więc mapą nie ma się za bardzo co sugerować. Szlak w zasadzie do samej Dybawki jest dość dobrze oznaczony. Do Dybawki docieram dość późno. Cieszyłem się niezmiernie, że wyszedłem z Pogórza Dynowskiego. Miałem już dość wszechobecnego błota i kluczeniu po gęstym lesie bez wyraźnej ścieżki, często po zmroku.

Szlak Karpacki – Huta Brzuska, zima 2021
Szlak Karpacki – Krzeczkowa, zima 2021
Szlak Karpacki – Śliwnica , zima 2021

Pogórze Przemyskie

Wychodząc z Dybawki szlak był przyzwoity a las bardzo jasny i uporządkowany, oznakowanie też bardzo dobre.

Przechodząc tego dnia przez wsie Koniusze, Gruszowa i Huwniki oznakowanie też jest w porządku. Tego dnia zostało mi ostatnie podejście na Kalwarię Pacławską. Tu jest ważna sprawa, macie okazję zrobić zakupy w Huwnikach, to zróbcie to. Ja tego nie zrobiłem bo myślałem, że to zrobię w Kalwarii Pacławskiej. Niestety – ostatni sklep został zamknięty na początku 2020 roku. Na Kalwarii Pacławskiej miałem kolejną zimną i przy tym z silnym wiatrem noc.

Myślałem, że tej nocy zasypie mnie całkiem śnieg. Jednak rano wychodząc przed namiot mocno się zdziwiłem, gdy okazało się że śniegu jest tyle ile dzień wcześniej. Silny wiatr wywiał wszystko i było troszkę więcej niż dzień wcześniej. Za szczytem Żytnego zbliżyłem się dość mocno do granicy z Ukrainą. Szlak na tym odcinku ma mało oznaczeń jednak ścieżka jest bardzo intuicyjna i nie ma możliwości zgubienia się.

Góry Sanocko-Turczańskie

Za sobą pomału zostawiam Pogórze Przemyskie. Tak praktycznie jest do Jureczkowej. Potem jest trochę słabiej jednak nie jest źle. Za wiele zdjęć nie robię staram się tam gdzie się da „dość mocno cisnąć”. Tego dnia idę do oporu i dochodzę bardzo późno do Ustrzyk Dolnych. Po drodze łapie mnie dość mocna zawierucha, co odejmuje mi ostatki sił tego dnia. Jednak 42 km udało się zrobić… i to chyba był błąd w tych warunkach oraz z takim obciążeniem…

Kolejnego dnia w okolicy Równi łapię pierwszą kontuzję kolana, przez skręcenie i upadek w zasadzie na prostym terenie. Jednak zmęczenie, ciężar plecaka, pogoda, która już mocno jest zimowa i dystans 170 km daje o sobie oznaki. Organizm się buntuje i wysyła pierwsze sygnały… Na chwilę kontuzja wyklucza mnie z podróży. Jednak nie poddaje się i wracam na szlak. Warunki pogodowe zmieniają się na coraz bardziej na niekorzystne…

Od Równi, szlak jest nie przetarty. Śniegu przybyło bardzo dużo, ostatnie dni pada mocno śnieg oraz wieje bardzo silny wiatr, idąc nic praktycznie nie widać. Docieram do Polany, a następnie pasmem Otrytu do Dwernika, gdzie mam kolejny nocleg pod namiotem. Zostawiłem na dobre za sobą Góry Sanocko-Turczańskie, jestem już w Bieszczadach.

Szlak Karpacki – Dwernik , zima 2021

Bieszczady

Szlak Karpacki – Ustrzyki Dolne , zima 2021
Szlak Karpacki – Ustrzyki Dolne, kierując się na Gromadzyń, zima 2021

Kolejnego dnia pogoda z rana nie zapowiada, że ten dzień nie będzie należał do najlepszych. Przede mną do pokonania Magura Stuposiańska, (wycinka lasu w tym rejonie i rozjeżdżone podejście nie jest najlepszą rzeczą tego dnia, teoretycznie ten odcinek szlaku jest zamknięty). Napotkani pilarze odradzają mi przejścia tędy, mówiąc, że na szczyt to chyba od jesieni nikt nie wchodził i jest mocno zasypany. I tak faktycznie jest Magura, wycięcza mnie, ale to nie koniec walki na ten dzień… Dochodzę do Widełek-Pszczelin skąd wchodzę na szlak w kierunku Bukowego Berda. Dochodzę do skrzyżowania z żółtym szlakiem i ewakuuje się do Mucznego, na szczycie szaleje zamieć śnieżna, wiatr przekracza 80km/h.

Kolejnego dnia wychodzę znowu żółtym szlakiem. Niestety nie cieszę się długo nazwijmy to”dobrą” pogodą. Idę w mgle torując w głębokim śniegu przejście i wchodzę ponownie na niebieski szlak. Ledwo udało mi się wejść zaczyna się ponownie „lodowe piekło”. Wiatr wieje coraz mocniej widoczność spada do 10-20 metrów, żeby po chwili spaść do 5 metrów, totalnie nic nie widać.

Zamieć śnieżna, 100 km/h wiatr, 2 lawinowa…

Gdy docieram do Przełęczy pod Tarnicą wiatr już wieje w przybliżeniu 90-100km. Widoczność jest w granicach 2 metrów w najlepszych momentach. Chwile w tych warunkach odpoczywam. Jeśli to tak można nazwać i schodzę w dół. Tu szlak jest już przetarty, mogę dość szybko schodzić. Po zejściu na wysokość około poniżej 1200 m n.p.m. jest takie miejsce zadrzewione tam chwilę odpoczywam. Zostawiam plecak i podchodzę jeszcze na chwilę w górę. Próbuję zrobić choć jedno zdjęcie lub cokolwiek nakręcić, jednak, po chwili pada mi telefon, a kamera zaczyna zachowywać się dziwnie i też się zawiesza.

Coś tam się udaje nakręcić jednak i tak nie oddaje to sytuacji na samym grzbiecie i szczycie… Wracam do miejsca gdzie zostawiłem plecak. Podpinam Powerbank aby podładować telefon w razie „W” (który miałem naładowany w 66% po czym po kilku sekundach miałem 0%!, próbując zrobić zdjęcie lub filmik).

Szlak Karpacki – gdzieś pod Przełęczą pod Tarnicą, zima 2021
Szlak Karpacki – Wołosate, zima 2021

Zaczynam schodzić w dół. Spotykam turystów idących zarówno w górę jak i tych, którzy próbowali tego dnia wejść na Tarnicę, lecz nie udało im się i zawrócili. Warunki tego dnia jak się okazało z komunikatu GOPRu, na szczycie Bukowego Berda były bardzo złe: temperatura poniżej -20 st.C, wiatr 100-120 km/h, widoczność do 2 metrów, zamieć śnieżna i lawinowa „dwójka”. Coś o tym wiem przecież tego dnia tam byłem… i jak widać za bardzo nie pomyliłem się w ocenie sytuacji. Tego dnia dochodzę do Ustrzyk Górnych. Wiatr i śnieg tej nocy nie ustaje.

Pechowy dzień

Kolejnego dnia wyruszam w kierunku pasma granicznego, Wielkiej Rawki, Krzemieńca (Kremenaros – trój styk granic Polski, Słowacji i Ukrainy). Jednak zmęczenie z dnia poprzedniego, bardzo ciężkie warunki, duży bagaż oraz ogromne ilości napadanego śniegu dają mnie popalić. W okolicach za schronem turystycznym na stokach Wielkiej Rawki doznaję kolejnej kontuzji kolana, a na dodatek zaczynam czuć ból ścięgna Achillesa. To spowodowało przerwanie przeze mnie wyprawy, na 250 km szlaku.

Do końca szlaku pozostało jakieś 190-195 km w tym około 110-120 km w totalnej dziczy. Na tym terenie nie ma możliwości uzupełnienia zapasów i ewentualnego miejsca ewakuacji. Tym razem już nie podjąłem ryzyka dalszej wędrówki, prognoza pogody na najbliższe dni też nie była optymistyczna. I jak to mówią wiadomo, „jest zima to musi być zimno”, ale to nie o to w tej chwili chodziło. Nie lubię angażować innych. Wolę liczyć na własne siły, a przy kontuzji kolana i powiększającym się bólu ścięgna Achillesa nie było to realne. Wchodzenie w taki teren jakim jest szlak graniczny, będąc w pełni świadomy mojej kontuzji, że będę mógł narażać innych angażując nie daj Bóg służby ratownicze. Było by to bardzo nieodpowiedzialne i egocentryczne.

Tym samy na 250 kilometrze Szlaku Karpackiego ( długodystansowy niebieski szlak Grybów-Rzeszów) na stokach Wielkiej Rawki zakończyłem swoją zimową wyprawę.

Mapa i przybliżona trasa przejścia, zdobytego 250 km odcinka Szlaku Karpackiego , źródło: Mapa Turystyczna , mapa-turystyczna.pl, data dostępu: 29.01.2021
Wykres wysokości, zdobytego odcinka Szlaku Karpackiego , źródło: Mapa Turystyczna , mapa-turystyczna.pl, data dostępu: 29.01.2021

Na zakończenie

Kolejnej próby nie mogłem już podjąć, z uwagi na kontuzję i w zasadzie brak czasu. Szlak dokończę na zasadzie, że przeszedłem go w całości pewnie dopiero latem tego roku. Co do przejścia go w całości w formule „za jednym razem” może kiedyś do tego tematu wrócę, czas pokaże. Jednego, jestem pewien, zimowe przejście 250 km Szlaku Karpackiego jest jednym z najtrudniejszych dotychczasowych długodystansowych moich przejść, do tego styczeń tego roku okazał się niesłychanie niestabilny pod względem pogody.

Jedynie nie jestem zadowolony z ilości zdjęć i filmów, która jest bardzo mała. Zamierzałem wziąć lepszy sprzęt fotograficzny na szlak. Dobrze, że tego nie zrobiłem. Po pierwsze byłby to dodatkowy ciężar, a po drugie naprawdę nie było okazji na dobre zdjęcia w zastanych warunkach. Liczyłem na jakieś fajne zdjęcia z Bukowego Berda. Myślałem, że wejdę przy okazji na Tarnicę i tam coś „popstrykam”. Niestety czas przejścia szlaku nałożył się na bardzo złe warunki atmosferyczne, z którymi przyszło mi się zmierzyć.
Zimowe przejścia są specyficzne, choć nieraz trafia się piękna pogoda i można wtedy zrobić naprawdę udane zdjęcia, a cała wyprawa może być jak na warunki zimowe całkiem przyjemna. Ta nie należała do najprzyjemniejszych i nie chodzi o to że było zimno, w końcu jest zima.Parafrazując klasyka „jest zima więc musi być zimno”. Chłód nie jest największym problemem w pokonywaniu zimowych tras. Największym problemem jest niestabilność pogody, a często gwałtowna oscylacja miedzy zimnem a ciepłem.

Z przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego mam ponad 2500 zdjęć! Aż żal było nie robić, miałem super pogodę, do tego lato, ciepło i przyjemnie, ale to już całkiem inne warunki.

Podziękowania

Składam podziękowania wszystkim za udostępnianie postów, informacji o zbiórce na rzecz hospicjum, za komentarze z pocieszeniem i otuchą, za dopingowanie, obserwowanie mnie na szlaku.
Bardzo dziękuję również tym, którzy czynnie włączyli się w zbiórkę charytatywną i wpłacili na ten cel, każda złotówka się przyda.
Dziękuję też Radio RDN Nowy Sącz za objęcie patronatem medialnym tej wyprawy, oraz TVP3 Katowice, TVP3 Rzeszów, Kurierowi Rzeszowskiemu, Gwarkowi i innym mediom za relacje ze szlaku, nagłaśnianie sprawy hospicjum i prowadzonej zbiórki charytatywnej.

Na szlaku

Szczególne podziękowania należą się też osobom, które spotkałem na szlaku, za ciepłe słowo, rozmowę, niejednokrotnie za ugoszczenie, lub po prostu ciepłą herbatę, kawę, podzielenie się jedzeniem. Byli to:
Pan ze sklepu w Jaworniku Polskim, Państwo z Bachórza, Pani Maria i Pan Czesław z Piątkowej, Pani Elżbieta, Pani Agnieszka z Ustrzyk Dolnych, Restauracji Niedźwiadek w Ustrzykach Dolnych, Rodzina z Dwernika, Państwo Weronika i Stanisław, Pizzerii w Górach z Wołosatego, Agnieszka i Konrad, Piotrek. Przepraszam że tak enigmatycznie, ale większość z tych osób chciało pozostać anonimowymi.

Patronite

Serdecznie dziękuję również patronom na portalu Patronite.pl, za wspieranie mnie w różnych akcjach podróżniczych.

Już wkrótce zmontuję materiał filmowy, niestety nie będzie taki jak bym chciał, ale zawsze coś.

Z górskim pozdrowieniem
Tomasz Marek Badur

2 KOMENTARZE

  1. Witam
    Zainspirowałeś mnie do tematyki szlaków długodystansowych.
    Miałbym kilka pytań – może nie koniecznie o zimowych wyczynach ale raczej letnich.
    Pytania dotyczą raczej letniej wędrówki jeśli masz czas dopisać coś o zimowej na marginesie będę wdzięczny:
    1. Jakie buty byś polecił na co zwracać uwagę przy zakupie.
    2. Sprawa noclegów (namiot, schroniska jak planować)
    3. Plecak jak pakować na co zwrócić uwagę jak dobierać rzeczy
    Dzięki z góry jeśli odpowiesz.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj